wtorek, 4 marca 2014

27.09.2015 Głośniki - najważniejszy element Audio (poza słuchaczem)

Pierwszymi poważnymi głośnikami jakie miałem były Eposy ES11...a było to gdzieś na początku lat 90-tych. Chyba 86dB skuteczność została zostawiona ze wzmacniaczem lampowym Audio Note P1 push-pull na lampie mocy EL84. Wzmacniacz oddawał ok 12W mocy.

Całość grała nieźle, choć nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to zestawienie było niefortunne.
Mieszkałem wtedy i rodziców i nie mogłem sobie pozwolić na głośniejsze granie, stąd może wszystkie niedostatki takiego zestawienia nie ujawniły się od razu.
Wpadłem w typową pułapkę audiofilską. Miałem dość drogi zestaw audio i kompletny brak pieniędzy na płyty. Ciągłe odtwarzanie tych samych płyt, chyba kilkunastu, brak swobody brzmienia z powodu niedopasowania wzmacniacza i głośników sprawiło, że dość szybko pozbyłem się całości.

Na uleczenie nerwów kupiłem budżetowy zestaw głośników KEF CODA 8 i wzmacniacz z audiofilskiej serii Pioneera. Kilka lat byłem bardzo zadowolony. Całość nie była może szczytem wyrafinowania muzycznego, ale głośniki KEF podawały muzykę w wyjątkowo przyjemny sposób.

Kolejnym etapem był powrót do lampy. Nie wiem co mnie podkusiło, może czar dystrybutora Audio Note w Polsce? Postanowiłem kupić głośniki Audio Note E zestawione ze wzmacniaczem lampowym na lampie wyjściowej 300B w konfiguracji SE- AN Conqueror. Do tego źródłem był transport CD CDT ZERO oraz konwerter cyfrowo-analogowy, lampowy AN DAC 2.

Brak pieniędzy na przedwzmacniacz zmusił mnie do wmontowania potencjometru do końcówki mocy. Tym razem głośniki zostały dobrze dobrane do 8W wzmacniacza, choć oczywiście Peter Qvortrup przesadza mówiąc, że głośniki E mają 94db skuteczności, czy nawet 98dB w nowszej wersji. Mamy tu do czynienia z pewną manipulacją wynikającą z sugestii ustawiania kolumn w rogach pokoju, stąd podbicie basu i stworzenie swoistej tuby z tandemu głośniki- róg pokoju. Realna skuteczność nie przekracza 90-91dB.
Brzmienie było dobre. Głośniki AN-E mają bardzo dynamiczną prezentację, przezroczystą, detaliczną, dobrze pasującą do charakteru lampy. Najlepiej grają ze średnią głośnością, gdyż ich niewielkie wytłumienie obudowy, dające brzmieniu wigoru, niestety przy większej głośności wprowadza bałagan i traci subtelność przekazu.
Dla niektórych brzmieniu AN-E brakuje pewnej tłustości. Nie pasują one specjalnie do rocka i ostrej muzyki, ale do klasyki, jazzu itp są bardzo dobre.

Ten zestaw dał początek moim zainteresowaniom DIY a zaczęło się wszystko od zmian komponentów we wzmacniaczu mocy.

Przeprowadzenie się do nowego mieszkania i wstawienie sprzętu do 35m kw. pokoju dało niedosyt. 8W wzmacniacz z głośnikami AN już nie wystarczał. Postanowiłem zmienić głośniki na Tannoye.
Kolega Danek zbudował głośniki oparte na projekcie Tannoya R-GRF z głośnikami 15 calowymi od Westmister Royal HE na magnesach ALNICO.

Wcześniej próbowałem brzmienia Tannoya na głośnikach HPD i ten kierunek brzmienia bardzo mi się spodobał. Tannoy daje nieco ocieplone brzmienie, pogrubione, z ogromną skalą. Doskonale nadaje się do dużych pomieszczeń. Mniejsza wersja dual concentic 12" pasuje do mniejszych pomieszczeń.
Wersje z magnesami ALNICO brzmią znaczenie przyjemniej od wersji z magnesami ferrytowymi, które wzorem ALTECA potrafią sączyć krew z uszu.

Realna skuteczność 94dB głośników z tubą basową pochodzącą z obudowy R-GRF wypełniły pokój przyjemnym brzmieniem. Próbowałem wielu zmian, w tym komponentów zwrotnicy i okablowania.

Kondensatory Mundorf Silver in Oil dodały dużo klarowności brzmieniu i tak jak nie lubię ich w elektronice tak w zwrotnicach brzmią bardzo dobrze, szczególnie w połączeniu z raczej przyjaznym charakterem głośników Tannoya na Alnico. Rezystory zmieniłem na 12W MILLS MRA. Próby z okablowaniem wewnętrznym były kłopotliwe. Okablowanie litz Audio Note się nie sprawdziło (Sp, Spe), w przeciwieństwie do starego dobrego VAN den Hul The Wind. Tannoy sam stosuje okablowanie VDH wewnątrzch kolumn, choć słabsze niż THE WIND. WIND jest dość brutalny, dynamiczny. Dodaje wigoru wielkim membranom Tannoya.
Miałem jeden problem z obudowami. Czasem bas się wzbudzał. Bardzo ciężko było nad nim zapanować.

Po kilku latach przyszedł czas na zmiany. Same głośniki z obudów pojechały do klienta w Tajlandii a ja postanowiłem zrobić skok w bok i kupić małe głośniki Harbeth shl5. Cenione za wspaniałą średnicę, dość skuteczne (miałem już wtedy wzmacniacz na lampie GM70, wiec moc nie była problemem) i znacznie bardziej przyjazne domownikom i żonie.
Niestety, nie zostały u mnie za długo. Okazało się, że mam problem z wysokimi tonami. Ciągle mi brakowało otwarcia brzmienia. Jak się później okazało, problem był raczej gdzie indziej...ale głośniki pojechały do nowego właściciela. Harbeth ma piękne średnie tony. Ma też niezłą dynamikę, choć nieco "gumową". Raczej do jasno brzmiących systemów.



Pojawiła się oferta na wyższą wersję głośników Audio Note E z zewnętrznymi zwrotnicami na miedzianych kondensatorach PIO. Do tego nowe kable KONDO, tym razem miedziane, "Spc", ale w podwójnej wersji DUAL, skręcone ze sobą.

Tak jak pojedyncza wersji kabli KONDO Spc brzmi raczej przeciętnie, tak podwójna wyśmienicie i podmieniła wersję srebrną AN Sp+Spe.

Nowe głośniki AN dały brzmienie zrównoważone, wyrafinowane i dynamiczne. Kabel KONDO dał dużo swobody brzmienia i dużą neutralność. Poprzedni srebrny miał ograniczenia dynamiczne. Co ciekawe wersja podwójna kabla SPC wcale nie ustępuje kablom srebrnym w jakości wysokich tonów.
Nie polecam go do systemów nadmiernie ciepłych i dla tych słuchaczy, którzy preferują przede wszystkim dynamikę brzmienia.
Brzmienie jest neutralne i bardzo bogate harmonicznie.

Nowe niebieskie membrany z włókien konopnych AN-E są bardziej neutralne niż poprzednie papierowe. Zwiększenie skuteczności też jest miłym dodatkiem, choć deklarowane 98dB raczej mnie śmieszy, gdyż są mniej skuteczne realnie niż 94dB Tannoye. Możemy więc przyjąć, że rzeczywista skuteczność nowych Audio Note model E jest w okolicach 92-93dB/1W.

Chyba AN-E zostaną na dłużej....polecam je do lampy.


Aktualizacja 27.09.2015

Coś mi doskwierało w brzmieniu od dłuższego czasu.
Dźwięk był zbyt niemrawy, rozlazły słaby bas itp.
Robiłem co mogłem ustawianiem głośników i zmianami w elektronice opisywanymi w tym blogu.
Do tego zostałem poniekąd zmuszony do wprowadzenia do domu zewnętrznego słuchacza, który przekazał mi swoją dezaprobatę co do brzmienia. Nie przejąłem się zbytnio, bo słuchacz nieco początkujący i żonglujący głośnikami tubowymi w pokoju 50m2 o ile pamiętam. Znam doskonale brzmienie tub, wiem jak grają, jaką skalą i dynamiką i na basie miał chyba dwie piętnastki, skuteczność ok. 100dB/1W więc jak to porównywać  do klasycznego głośnika dwudrożnego?

Tym nie mniej, coś w tyle głowy pozostało i nie dawało spokoju.

Najpierw jednak mała dygresja. 
Jak doświadczenie wskazuje, także na własnym przykładzie, ewolucja melomana i audiofila zaczyna się od "przestrzeni", czyli trochę jak w kinie domowym, czyli zachwyt nad sceną dźwiękową, lokalizacja instrumentów, przestrzeń wszerz i wgłąb.
Po jakimś czasie przychodzi BARWA, niuanse, szczególnie przy słuchaniu klasyki.
Potem przychodzi spójność przekazu, emocje i dynamika w skali mikro i trochę makro.

Przestrzeń staje się marginalnym elementem słuchania. Muzyka żyje w domu razem z domownikami a nie wyizolowana w pokoju odsłuchowym, ustrojstwa akustyczne i przyklejenie do precyzyjnie ustawionego fotela.

Wracając do Audio Note.

To są bardzo kapryśne głośniki. Mają z tyłu nisko zestrojony wylot bass-reflex.
Peter Qvortrup z AN zdecydowanie i kategorycznie zaleca ustawianie głośników w rogach pokoju. Wydawało mi się to dziwactwem, bo wszelkie próby tego typu ustawienia dawały zerową SCENĘ akustyczną i problemy z kontrolą basu.
Zwykle stawiałem je bardziej w środku pokoju, lekko obrócone ku słuchaczowi i jakieś 40cm od tylnej ściany minimum.

To był dobry kompromis i wszystko grało ok.

Nie dałem jednak za wygrana w tym tygodniu.

Zacząłem czytać jeszcze raz oficjalne zalecenia Audio Note:

http://www.audionote.co.uk/products/speakers/speaker_placement.shtml

Ustawiłem głośniki w rogach 35m2 pokoju tak, aby niemal dotykały krawędziami do ścian. Skręciłem je na 45 stopni i ok 5 razy przesuwałem je do środka pokoju i odchylałem po kilkadziesiąt stopni w różne strony, potem już tylko co kilka stopni.

W końcu znalazłem takie ustawienie, że niemal w całym pokoju jest idealna równowaga tonalna. Skręcanie ma ogromny skutek dla brzmienia.

Ostatecznie głośniki są ok 5cm pomiędzy krawędziami i ścianami i odchylone o ok 50-55 stopni od tylnej ściany.

Jak to gra?

SCENA akustyczna  jest ok. Gorsza niż poprzednio, bardzo szeroka, ale bez dziur, więc nie ma zupełnego oderwania dźwięku od głośników ale da się żyć. O głębokości sceny można raczej zapomnieć, ale nie ma to dla mnie znaczenia.
Tonalnie jest bardzo dobrze i...ten BAS!
Jest twardy, bardzo głęboki i ma świetny impuls.
Cały dźwięk jest żywy i wciągający.
Co ciekawe jak nie ma basu w nagraniu to po prostu go nie ma. Nic się nie ciągnie, nic nie jest dołożone sztucznie. Czasem na gramofonie jest taka częstotliwość w średnim basie, że coś się trochę wzbudza, ale to rzadkie zjawisko.

Jestem bardzo zadowolony z efektu!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz