poniedziałek, 10 lutego 2014

3.08.2015 Historyczny - kondensatory sygnałowe w Audio.

Brzmienie kondensatora sygnałowego w torze sygnałowym urządzeń (zwykle lampowych).
Update 02.08.2015




To co opisałem poniżej to moje własne doświadczenia. W zależności od tego jak masz zbudowany tor sygnałowy, jakie masz preferencje muzyczne, możesz mieć zgoła odmienne doświadczenia i preferencje.

Kondensator w torze sygnałowym to zło (prawie) konieczne. Można budować układy typu DC-coupled/direct drive, gdzie anoda poprzedniej lampy jest podłączona bezpośrednio do siatki następnej lampy, ale nie zawsze brzmi to najlepiej (choć powinno), wymusza to stosowanie grzejących się rezystorów w katodzie drugiej lampy, a do tego często jest niebezpieczne przy włączaniu układu lub awarii pierwszej lampy. Są oczywiście wymyślne metody jak wyeliminować te problemy, ale to często niepotrzebne techniczne wygibasy, taki inżynierski onanizm.
Niektórzy zastępują kondzie sygnałowe transformatorami międzystopniowymi (często 1:1, tzw. interstage/IT) lub wyjściowymi, np. w przedwzmacniaczach o przełożeniu 5:1 czy nawet 33:1 (jak w moim przedwzmacniaczu Audio Note). Możemy się pozbyć kondensatora na wyjściu odcinającego napięcie DC i do tego obniżyć impedancję wyjściową co dobrze wpływa na kompatybilność z końcówkami mocy i dynamikę dźwięku. Zmniejsza to tez wpływ jakości okablowania pomiędzy preampem i wzmacniaczem mocy.
Ok. Nie zawsze jednak mamy pieniądze na dobre transformatory i nie zawsze możemy zastosować „direct drive”.

Testowałem w swoich układach wiele różnych kondensatorów sygnałowych, od kilku złotych za sztuke do ok. 200$. Każdy miał ogromny wpływ na brzmienie.
Typowe zastosowanie to wyjście konwertera cyforwo-analogowego –DAC czy separacja stopni wzmacniających we wzmacniaczach lampowych i przedwzmacniaczach.
Jakie są moje doświadczenia?

Nigdy nie stosuj kondensatorów elektrolitycznych jako kondensatory sygnałowe ....bo i takie się zdarzają. Jedynym wyjatkiem jest Black Gate NX. Do małych napięć mikroskopijny 0.47/50V nadaje sie idealnie. Wersja BG AC nadaje się też do zwrotnic zestawów głośnikowych. Nie jest to jednak typowy kondensator elektrolityczny.

Jeżeli nie musisz to unikaj tanich kondensatorów typu MKP, MKT i podobnych, czyli plastikowych i tanich. Niektóre starsze radzieckie teflonowe czy papierowo olejowe są przyzwoite. 
Ekstremalnym przypadkiem był kondensator za 50 centów wyskotonoewej części zwrotnicy głośników Tannoy Westminster Royal HE za....100000zł.

Wyższa półka.

Srebrne Mundorfy „silver in oil”, wyglądają pięknie ale nie brzmią dobrze w elektornice. Mają bardzo klarowny środek pasma, bas bardzo krótki i trochę brak mu wypełnienia i o dziwo wcale nie maja dobrych wysokich tonów. Świetnie natomiast radzą sobie w zwrotnicach głośników. Wymagają bardzo długiego rozgrywania. W elektronice brzmią płasko i sztucznie. W internecie można spotkać wiele pozytywnych opinii, ale może po prostu mam inne preferencje brzmieniowe.

Stare Jenseny PIO, kiedyś w sprzęcie Audio Note z logo Audio Note w wersji z folia aluminiową lub miedzianą. To są dobre kondensatory o pięknym środku pasma. Dobrze nadają się do sprzętu lampowego. Wymagają minimum 100 godzin grania, żeby dźwięk się wypełnił i otworzył. Tak jak większość kondensatorów papierowo-olejowych minimalnie spowalniają dynamikę dźwięku, przez co raczej bardziej pasują do jazzu i klasyki niż ostrego rocka. Czasem może odrobinę brakować wysokich tonów. Wersja miedziana ma pełniejszy dźwięk. Audio Note już nie sprzedaje tych kondensatorów. Ma własne, w grubej miedzianej tubie w przeciwieństwie do tuby aluminiowej Jensena. 

Audio Note Copper PIO. Są dostępne od kilku lat. Montowane od pewnego czasu we wszystkich urządzeniach AN.  Pierwsze egzemplarze wyjątkowo nie lubiły ciepła i wyciekał z nich olej. Szczególnie jest to dokuczliwe w ciasnych monoblokach Audio Note, gdzie naprawdę jest w środku gorąco. Efekt wyciekania oleju to prostu prędzej czy później zwarcie, poprzedzone przepuszczaniem napięcia stałego DC. Miałem takie kondzie i przy 100V przepuszczały 250mV, co było słychać jako bum przy przełączaniu kabli sygnałowych (kodzie były zamocowane na wyjściu DACa).
To są dobre kondensatory. Środek pasma jest taki dobry jak Jensen ale przy tym są dużo lepsze skraje pasma. Ton jest bardzo bogaty, bez nadmiernego ocieplenia dźwięku Jensena. Bas głęboki, dźwięczna góra i wyczuwalne spowolnienie jak większość kondensatorów papierowo-olejowych
Obecnie częściej występują kondensatory z folia mylarową. Też są dobre.

Srebrne Audio Note zamknięte są w takiej samej miedzianej tubie jak wersja z folia miedzianą, ale nie są to kondensatory papierowo-olejowe, lecz izolatorem jest folia mylarowa. Próbowałem tych kondensatorów w wielu miejscach ale zawsze coś było nie tak. Są bardziej dynamiczne niż wszystkie kondensatory PIO, bardziej klarowne, lepsza, dźwięczniejsza góra, ale jest coś nieprzyjemnie chłodnego w brzmieniu, jakieś napięcie. One ujawnia wszystkie słabości toru sygnałowego. Nie mogę ich jednoznacznie polecić. Są bardzo niebezpieczne i kosztują majątek.

Jupitery. Kondensatory są zrobione jak te ok. 100 lat temu. Jest to zwykle folia aluminiowa izolowana papierem nasyconym woskiem pszczelim. Kondensator w tej samej pojemności jest nieco mniejszy i o wiele lżejszy niż Audio Note. Nie lubi wysokich temperatur zdecydowanie bardziej niż CU PIO AN, wiec zapomnij o wkładaniu ich do bardzo gorących ciasnych wzmacniaczy lampowych lub umieszczania ich blisko lamp czy rezystorów mocy. Zniosą ok. 40-50stC, wiec naturalnym zastosowaniem są konwertery DAC czy preampy. Tyle zastrzeżeń. Są o połowę tańsze niż miedziane AN w tej samej pojemności. Potrzebują minimum 50 godzin, żeby dźwięk się otworzył. Trochę przypominają brzmienie miedzianych AN, choć środek pasma jest minimalnie mniej nasycony. Góra pasma jest bardziej otwarta niż AN, bas odrobinę płytszy niż AN, ale dynamika dźwięku i basu przede wszystkim jest dużo lepsza. Nie ma spowolnienia typowego dla kondzi papierowo-olejowych (PIO). Obecnie Jest kilka nowych wersji Jupiterów. Moje komentarze dotyczą pierwszej wersji sprzed 8 lat.

V-CAP TFTF (Teflon Film Tin Foil). Hmmm....zaskoczenie. „Plastikowy” kondensator, izolowany teflonem, (który zazwyczaj źle brzmi) i do tego z folią cynową? To nie może brzmieć dobrze a.....brzmi doskonale, szczególnie w ciemniej brzmiacych systemach czy w łączeniu z lampą 300B.
Przede wszystkim DYNAMIKA i detal. Nawet Jupitery, które wydawały się szybkie, stają się przy nich co najmniej powściągliwe. Ton jest nieco podobny do (rozgrzanego) Jupitera, czyli dość ciepły, bardzo detaliczny o bogatej teksturze. Brzmienie jakby się dociąża. Bas schodzi niżej, wysokie tony są bardziej wyraziste, w tle dźwieków kompletna cisza, nieco czarna nawet :-)
Jakieś wady? TAK. Wysoka cena, oraz długi czas wygrzewania (nawet do 400 godzin. ) Uprzedzam jednak, że długie godziny wygrzewania tego kondensatora mogą być niezbyt przyjemnym przeżyciem dla właścicieli jasno brzmiących systemów.
Włożenie tego kondensatora w dobry i drogi tor dźwiękowy może dać więcej niż kabel za kilka tysięcy złotych. Nie polecam go do jasno brzmiących systemów i stosowanie w torze więcej niż jeden. 

V-CAP CuTF (Teflon Film Copper Foil). Zdecydowanie lepszy ton niż wersja cynowa TFTF. Głębszy bas, cieplejszy i pełniejszy srodek pasma. Wysokie tony są dźwięczne ale nie tak jednoznaczne i uwykuplone jak TFTF. Dobry do zrównoważonych systemów, gdzie chodzi o zachowanie dynamiki i dobry ton. Lepszy do klasyki niż TFTF. Gorszy do rocka i agresywnego brzmienia. Często dobrze brzmi zestawienie go w torze z TFTF. Stosuję takie zastawienia w konwerterze DAC i RIAA do gramofonu. To bardzo neutralny, szybki, dobry tonalnie i bardzo szczegółowy kondensator.

Duelund CAST PIO CU foil. To jest obecnie najbardziej polecany kondensator na świecie. Jak brzmi? Brakuje mu nieco dynamiki i sprężystości brzmienia V-CAP. Bas jest nieco poluzowany a środek pasma przesunięty do słuchacza. Wysokie tony są pełne, zbliżone do V-CAP CuTF. Jest to brzmienie szlachetniejsze niż V-CAP. Ma cechy PIO bez zbędnego pogrubienia i spowolnienia typowego dla kondensatorów papierowo-olejowych. Nie umieściłbym więcej niż jeden w torze sygnałowym. Trzeba go łączyć z V-Capami żeby brzmienie nie uległo nadmiernemu spowolnieniu. Dobrym pomysłem może być V-CAP w źródle i Duelund we wzmacniaczu. Na pewno do klasyki i jazzu świetnie sie nadaje.

Duelund CAST AG silver foil.....cena zaporowa na razie....

Nie ma jednego idealnego kondensatora. Tak jak przy kablach, rezystorach, lampach liczy się voicing, czyli strojenie brzmienia.
Trzeba dobierać różne typy kondensatorów aby osiągnąć właściwą równowagę tonalną. Powielanie w wielu elementach toru tych samych komponentów, powoduje znaczące uwypuklenie cech danego komponentu, a żaden nie jest w 100% neutralny.


Zmiana kondensatora na lepszy potrafi znacząco wpłynąć na brzmienie i dla tych, którzy usłyszeli różnice przy zmianie kabli, bez wysiłku docenią nowy komponent w urządzeniu. Należy więc przy wydawaniu pieniędzy na „upgrade“ systemu, rozważyć także zmiany wewnątrz urządzenia?

09.09.2014

Mam za sobą ok kilkunastu włączeń sprzętu na kilka godzin, więc myślę, ze 80% wygrzewania mam za sobą. Odnoszę się do ustawienia, miedziane wyprowadzenie na przód, srebrne na wyjście (niska impedancja).
Porównanie dotyczy wygrzanego V-CAP CuTF 0.33uF, vs Duelund CAST Cu-Ag 0.47uF. Do masy za kondensatorem jest dławik siatkowy bocznikowany tantalowym rezystorem Shinkoh 47k.

Duelund CAST AG-Cu ma brzmienie bardzo analogowe, "cywilizowane", ograniczne i delikatne. Długo wybrzmiewa. Idealne do muzyki dawnej, kameralnej, głosów. Doskonałe do źródeł cyfrowych, szczególnie tych bardzo analitycznych, detalicznych, nieco twardych.
Wysokie tony są detaliczne, otwarte, subtelne, pełen niuansów.
Gdzie są słabe strony?
Generalnie PRAT, czyli ostrzejsza, dynamiczna muzyka brzmi czasem zbyt analogowo. Brakuje zadziorności, brakuje ostrego szarpnięcia. V-CAP jest trochę bardziej homogeniczny, zintegrowany. Jest także bardziej płaski, nieco dwuwymiarowy. Lepiej V-CAP CuTF pasuje mi do gramofonu, który ma wystarczająco dużo analogowości i nie wymaga dalszej humanizacji brzmienia. Do tego, kiedy w systemie jest dużo lamp, nie ma potrzeby dalszego "rozmiękczania" brzmienia. W systemach tranzystorowych, jasno brzmiących głośnikach i przy źródłach cyfrowych, Duelund wydaje się znacznie lepszym wyborem. Wiele zależy też od rodzaju muzyki jakiej słuchamy. Do klasyki Duelund może być lepszy.
Nie mogę jednoznacznie stwierdzić czy bardziej mi pasuje miedź na teflonie czy miedź ze srebrem w oleju. To jest kolejny element tunnigowy systemu, jak kable. Trzeba go dopasować do systemu.

19.09.2014

Wystarczy. Duelaund Cast hybrid AG/CU przetestowany!

Najpierw było 50-60 godzin we wzmacniaczu, w różnych ustawieniach kierunkowych, potem powrót do V-CAP CuTF, potem próba na wyjściu DACa lampowego Audio Note i podmiena Duelunda Cast Cu. Mam więc porównanie w różnych rolach i urządzeniach i pomiędzy nim a miedzinaym V-Capem i Duelundem.

Nie ma co mówić o brzmieniu tego kondensatora bez wygrzewania go minimum 50-60 godzin. Do tego czasu brzmienie jest słabe, powściągliwe, lekko zamulone i dziwne.
Potem się stabilizuje otwiera.

1. Duelund AG-Cu vs. V-CAP CuTF we wzmacniaczu mocy, pomiędzy stopniami lampowymi.

Duelund brzmi drożej. Dźwięk jest rozłożony na wiele składowych, separuje instrumenty. Scena dźwiękowa jest głęboka. Wysokie tony są miło dźwięczne, bardzo subtelne, delikatne. Idealnie brzmi w muzyce klasycznej, kameralnej. Muzyka płynie, stąpa. Bass jest bardzo głęboki, majestatyczny

V-CAP powoduje, że obraz muzyczny się spłaszcza. Brzmi trochę jak głośnik szerokopasmowy. Przekaz muzyczny jest niezwykle spójny, zwarty. Skraje pasma są obecne ale nie zaznaczone. Więcej bum bum, dynamiki, zadziorności.  Scena muzyczna bardziej przesuwa się do przodu. Ton jest twardszy, ostrzejszy. Dobrze to pasuje charakterem do dobrego gramofonu. Mniej do kompaktu, który z natury jest zwykle bezemocjonalny. Taki jest V-CAP. Do rifów gitarowch, ostrych szarpnięć strun V-Cap jest idealny. Wprowadza napięcie. Duelund jest troche jak przelewający się gęsty złoty płyn skrzący się niuansami.

2. Duelund Cast AG-Cu vs. Duelund CAST Cu na wyjściu DACa lampowego

Podmiana 1:1. Wersja hybrydowa brzmi po prostu lepiej. Ma więcej niuansów, detalu. Charakter podobny, ale jednak srebro wprowadza dodatkowe mikro-niuanse. Głębokie, miłe, subtelne brzmienie. Jednoznacznie na TAK w stosunku do wersji czysto miedzianej.

25.10.2014

JUPITER COPPER FOIL

Po dlugim wygrzewaniu kondensatorów w DAC, wróciłem do VCAP CuTF i już mam dość wiarygodne wznioski co do brzmienia nowego Jupiter Copper Foil.

Brzmienie w czasie wygrzewania oczywiście się zmieniało. Czasem nawet było dość ekstremalne.

Potwierdzaja się opinie o akcentowaniu wysokich tonów. Potrafia byc ładnie dźwięczne i rozciagnięte. Czasem nawet było ich zbyt wiele w stosunku do innych zakresów pasma. 

Bas i środek pasma jest dość suchy i powściagliwy. Ton całości dość ciepły. Wysokie tony czasem byly jednak nieco poświstujace. Środek pasma przykrywa mgiełka. Nieco prakuje rozdzielczości. Przezentacja sceny muzycznej raczej przesunięta do przodu ale nie tak jak niektóre PIO. Brak głębokiej sceny muzycznej. 

Powrót do VCAP CuTF daje wrażenie zdecydowanie bardziej wyrównanego charakteru i większej rozdzielczości we wszystkich zakresach. Jest także chłodniejszy ale nigdy nie wpada w kliniczność. 

Gdybym oceniał je punktowo, dałbym Jupiterowi 4 a VCAPowi 5-

Myślę, że cena idealnie tutaj odzwierciedla jakość brzmienia. W relacji do niej obydwa sa identycznie dobre. 

Jupiter jest DOBRYM kondensatorem i mogę go z czystym sumieniem polecić, ale po prostu VCAP jest lepszy.

13.06.2015

Hmmm. Chyba jednak Jupiter rozczarowuje. Po wyjęciu go z DACa i włożeniu do płytki RIAA miałem wrażenie, że zagrzeje tam miejsca. Niestety. Ciagle próby tunningu brzmienia z nim w środku nie przynosiły dobrych rezultatów. Na początku grało źle, potem się troche rozegrało. Ciagle jednak brakowało rozdzielczości środka posma. Jest on szary i wygładzony. Brakuje dźwięczności, wybrzmiewania, czasem potrzebnej ostrości. Muszę obniżyć jego ocenę do szkolnego 3. Szkoda....

3.08.2015

Ciekawy link. Dosyć zgodny z moimi spostrzeżeniami, choć uważam, ze w pewnych miejscach Audio Note CU PIO jest bardzo dobry i przezroczysty, jak w układzie RIAA.

http://www.higas.net/audio-hifi/audio-reviews/capacitor-review/

Ciekawe zestawienie kondensatorów sygnałowych zamieścił Lukasz Fikus:

http://www.lampizator.eu/Fikus/CAPACITORS.html


Trzy z nich sam wielokrotnie testowałem.
Uważam, że V-CAP CuTF  jest znacznie lepszy od Jupitera copper foil i tak to wyszło na załączonym obrazku, choć trudno mi się zgodzić z oceną środka pasma i basu.

Środek pasma w V-cap jest wg. mnie lepszy po wygrzaniu. Jest chłodniejszy ale bardzo neutralny. Jupiter jest ocieplony i zamglony. Bas w V-cap jest bardzo dobry, dokładny, dynamiczny i zwarty. W jupiterze jest dość płytki, nieco powierzchowny. W Duelundzie bas jest głęboki ale spowolniony i nieco rozlany. Góra pasma w Jupiterze jest wyraźna i nieco dominująca ale brak jest czystości i wyrazistości. Jedyną wadą V-cap Cu foil jest to, że w źle zrównoważonych systemach środek pasma może być nieco płaski, np. w stosunku do Duelunda. Duelund ma dobry środek, głęboki, ale czasem brzmienie może być zbyt ciepłe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz